piątek, 10 kwietnia 2015

Dieta, dieta... Dieta? To po prostu ZMIANA stylu życia na zdrowszy! O tym jak schudłam mimo Hashimoto.

NIE JESTEM DIETETYKIEM! Cały post zbudowany jest na własnych przemyśleniach. Będzie dłuuugo bo i dużo mam do przekazania :) 

Postanowiłam napisać ten post, bo ja sama przekonałam się, że da się. Da się schudnąć mając Hashimoto, niedoczynność tarczycy. Kluczem do sukcesu są: dobra dawka leku i nasze samozaparcie. 
224 dni, -20 kg, -19cm w biodrach. Tak, właśnie tak mogłabym podsumować ostatni czas. Ponad siedem miesięcy walki o lepszą wersję siebie. 
To właśnie rok temu w kwietniu dowiedziałam się, że za połowę moich dolegliwości odpowiada Hashimoto. I jako uwieńczenie roku przyzwyczajania się do życia z Hashi postanowiłam stworzyć tę notkę. Nie winię Hashi za te kilogramy, które mi przybyły w czasach nastoletnich. Trudno żeby waga nie wzrastała, gdy w moim menu królowały wafeleczki, ciasteczka, czipsiki jako codzienna przekąska. Dodajmy do tego niejadanie śniadań i mamy z grubsza cały obraz sytuacji. Wieść o Hashimoto wywróciła mój świat do góry nogami i postanowiłam zadbać o sylwetkę teraz, aniżeli płakać za dziesięć lat, że nic nie zmieniłam i może przed czterdziestką się ogarnę. Albo przed pięćdziesiątką. No dobra, przed setką na pewno. 
Jasne, jasne, odkładanie w czasie to zła metoda. Jutro wcale nie będzie łatwiej. Jutro czekolada, czipsy i inne "zakazane" rzeczy nie przestaną istnieć i nadal będą Cię kusić. Zastanów się, czego chcesz, zapisz na kartce swój cel i zacznij już dziś. 

Może to nie historia o tym, jak przekułam wadę w zaletę, ale na pewno o tym, jak (choćby częściowo) wygrałam ze samą sobą :)

Gdyby ktoś kiedyś powiedział mi, że przejdę na zdrową dietę i że mi to wszystko smakuje, pomyślałabym, że co najmniej uderzył się solidnie w głowę. Albo coś gorszego. A tu jednak nie, lejdis end dżentelmen, całkowicie zmieniłam swój styl odżywiania i czuję się super :) o
d lat wpajano mi, że tak po prostu mam szerokie biodra, że nie wyglądam źle. No tak, tyle, że mówiąc o szerokich biodrach mamy na myśli budowę ciała, a nie tłuszcz nagromadzony na nogach, a u mnie dokładnie na udach... 

Wzlotów i upadków było wiele, dlatego pod względem technicznym postaram się skrócić moją opowieść :) za to nie oszczędzę sobie refleksji do przemyślenia, bo to moim zdaniem jest ważniejsze. 

Dieta redukcyjna i zmiana sposobu odżywiania - zbiór przemyśleń i linków

Jak sama nazwa wskazuje redukcja oznacza zmniejszenie czegoś. W tym wypadku zmniejszenie ilości śmieciowego jedzenia na rzecz zdrowego odżywiania. Redukcja to nie głodówka! 

Pierwsze, bardzo ważne: w diecie należy pamiętać o tłuszczach! Całkowite ich wyeliminowanie może nam nie wyjść na dobre. Bardzo ciekawy post na ten temat TUTAJ

Można by było rozpisać to wszystko szczegółowo pod względem kalorii i podejścia praktycznego. Warto znać swoją PPM czyli podstawową przemianę materii. Wzór i instrukcja jak to policzyć: KLIK.
Przed przystąpieniem do odchudzania fajnie byłoby wiedzieć, jakie mamy dzienne zapotrzebowanie, by potem wiedzieć ile kcal dziennie sobie odjąć ;) im większy deficyt kalorii ustalisz sobie teraz, tym trudniej będzie Ci się wdrożyć w wyjście z diety i zapobieganie efektowi jojo - tak na chłopski rozum. Stąd też warto byłoby odjąć ze 200 kcal od aktualnego zapotrzebowania i dołączyć ruch. Trochę minęło zanim zobaczyłam, że to najskuteczniejsza dla mnie metoda, ale w końcu lepiej niż wcale, no nie? Ja też nie byłam nieomylna, nie ma się co czarować. 
Nie warto odejmować sobie zbyt wielu kalorii, ponieważ organizm może się zbuntować i uznać, że nastały gorsze czasy i nie warto chudnąć, a trzeba gromadzić. Zresztą już na samym początku pomyśl: im dłużej trwa odchudzanie, tym wolniej spada waga. Jeśli zaczniesz być na diecie 1000kcal, a waga w międzyczasie się zatrzyma to co potem zrobisz? Zejdziesz do 800? Do 500? Czy może w ogóle przestaniesz jeść?...

Z ciekawych stron mogę jeszcze polecić ilewazy.pl czyli kalkulator kalorii (łyżka/łyżeczka/szklanka/porcja danej rzeczy), na samym początku przyda się, by uświadomić sobie, ile pochłaniałyśmy dotychczas. 

Warto też poznać układ dobrego talerza :) odsyłam tutaj do postu Tipsi. W dużym skrócie: wielkość ma znaczenie! ;) jemy na małym talerzu bo wtedy szybciej dociera do mózgu impuls, że jesteśmy pełni (tyle nałożyłam na ten talerz, jak ja to zjem!), połowa talerza to stos warzyw, 1/4 kasza/ryż, 1/4 chude mięso (kurczak,  indyk bądź ryba).

Ogólne założenia są takie: jem 5-6 posiłków dziennie, co 2-3 godziny, w miarę możliwości o podobnych godzinach, choć nie zawsze jest możliwe. Do tego 2l płynów (zioła, woda, kawa - bez cukru oczywiście) między posiłkami. Wiem, że wiele osób mówi "A ja jem dwa czy trzy posiłki dziennie i jestem szczupła, więc na jedno wychodzi" - tak, ale owoc czy batonik to dla mnie też posiłek. Wątpię żeby ktokolwiek jadł przez cały dzień dosłownie tylko śniadanie, obiad i kolację a między nimi dosłownie nic, nawet jabłka :) 

1. Śniadanie: zazwyczaj jogurt naturalny z dodatkami. Od początku diety jem śniadania na bogato! :) kiedyś nie jadłam ich w ogóle (o zgrozo). Mój zestaw: otręby owsiane+płatki owsiane+siemię lniane+słonecznik (czyli mix z bloga Qchenne Inspiracje), no i jogurt naturalny. Do tego dorzucam 2-3 łyżki domowego musu jabłkowego/jabłko/nektarynkę/inne owoce albo też rodzynki, orzechy włoskie czy nasiona chia. A no i cynamon, mój ukochany cynamon! :) daje mi to energię na cały dzień i dlatego sobie nie żałuję :) na powyższym zdjęciu widać, gdzie mieszka moja mieszanka. Zamiast mixu śniadaniowego często robię domową granolę, na przykład z tego przepisu
2. Drugie śniadanie: owoc, najczęściej jabłko, do tego orzechy bądź rodzynki
3. Obiad: na początku jadałam książkowo: niemal zawsze szykowany wcześniej filet z kurczaka lub ogólnie jakieś mięsko z kurczaka+około 50g suchego ryżu (po ugotowaniu około szklanka)+ tona warzyw; przez jakiś czas nie jadłam mięsa, bo miałam do niego w ogóle wstręt, zresztą ogólnie nie jestem zbyt mięsożerna. Później przyszły czasy eksperymentów, w mojej kuchni powstawały przeróżne smakołyki ;) 
4. Podwieczorek: zależy co mam w swoich zapasach. Często jakaś mini sałatka z warzywkami, twarogiem itp, po prostu coś lekkiego
5. Kolacja: zazwyczaj twaróg bądź właśnie serek wiejski, do tego jakaś mini sałatka czyli pomidor, jajko, sałata, innym razem jajecznica itp. 

Co się zmieniło - zbiór zapisków subiektywnych :)
1. Ograniczyłam (nie mylić z wyeliminowałam z diety):
*słodkie i słone przekąski sklepowe. Zarówno jedno i drugie było moją zmorą
*sól, bo zatrzymuje wodę w organizmie
*smażenie na tłuszczu
*białą mąkę i produkty mączne typu makaron i wszelkie inne takie, które wcześniej bardzo lubiłam. I to nie tyle dla zasady ograniczyłam, co z rozsądku. Nie najadam się mącznymi rzeczami na długo, szybko jestem głodna, a do tego czuję się jak balon. Z mącznych wynalazków bardzo lubię naleśniki, one od zawsze mnie "zapychały" i jadam je często na obiad na słono bądź słodko. Wszystkie inne, choćby minimalnie, powiązane z mąką rzeczy jadam naprawdę rzadko. 

2.  Pokochałam:
*jogurt naturalny - za jego uniwersalność. Na słono, na słodko, do wyboru do koloru. Mogę dołożyć do niego jakiś owoc i będę miała jogurt prawdziwie owocowy. I bez napisu na etykietce, że owoce to 4% jogurtu... 
*kasze! Kurczę, takiego zapasu kasz to chyba nigdy nie było w kuchennych progach. Pęczak z pieczarkami i cebulą jest przepyszny!
*rodzynki, suszoną żurawinę i inne bakalie, których wcześniej nie lubiłam. Teraz lubię niemal wszystkie :D 
*cynamon - o jejku, dodaję go niemal do wszystkiego, co NIE jest wytrawne :) #cynamonowelove!
*warzywa na patelnię - bo są po prostu pyszne i sycące

3. Różne ogólne wnioski:
*ostatni posiłek 2-3h przed snem, nie robię organizmowi głodówki po 18 zwłaszcza że chodzę spać koło północy
*zmienił mi się smak - teraz łyżeczka cukru "zasładza" mnie za wszystkie czasy, kiedyś to była jedna z trzech łyżeczek do kawy... ogólnie dużo bardziej wyczuwam smaki.
*raczej staram się ograniczać spożycie produktów niewskazanych przy Hashimoto. Przy okazji polecam wpis: KLIK
*poprawiła mi się cera! To mnie bardzo cieszy :) nie jest idealnie, ale niespodzianek pojawia się o wiele mniej na mojej twarzy. Na szczególną uwagę zasługuje też fakt, że moje paznokcie nareszcie wyglądają przyzwoicie, a to chyba one cierpią najbardziej przez Hashi. Zawsze łamliwe, z milionem plamek, a teraz twarde, z całkiem ładną płytką, szok :) 
*dużo lepiej się wysypiam, czuję się lżej, co jest akurat wynikiem dobrej diety i względnego panowania nad Hashi.
*popieram ideę cheat mealu/cheat dayu (nie cheat weeku!). Co to jest cheat meal? Jeden wysokokaloryczny posiłek w tygodniu, nawet do 1000 kcal. Dieta ma być zmianą stylu życia, ale to nie znaczy, że nie można sobie pozwolić na grzeszki. Tylko by nie doprowadzić do efektu domina i całkiem nie popłynąć. To nagroda za ładne dietowanie a nie powrót do starych nawyków! Jeśli z Twojego cheat mealu zrobił się cheat day pamiętaj: jutro też jest dzień, zapisujesz nową kartę swojego życia. Zjedz lekką kolację, porzuć wyrzuty sumienia i trwaj w dietetycznych postanowieniach. I przestań przeżywać, że po jednym dniu wysokokalorycznego jedzenia nagle odrobiłaś stracone 5 czy 10 kg. To po prostu nierealne. Nawet jeśli zjadłaś 9000 kcal to być może jesteś kilogram do przodu, a nie dziesięć. Przestań wchodzić obsesyjnie na wagę, zmierz się albo zrób fotkę porównawczą z tym, co było przed odchudzaniem. I nie panikuj. Od teraz czysta micha i do przodu! A na przyszłość pamiętaj, ile wysiłku kosztowało Cię pozbycie się tego jednego kilograma i nie myśl o starym sposobie jedzenia-co-leci. Nie ma powrotu do starego opychania się byle czym. 
*na początku redukcji jadałam w pełni dietetycznie, później wprowadziłam cheat meale, a teraz bywają i cheat daye. Cheat day to dla mnie czas spotkań rodzinnych, różne inne okazje typu święta itp - założyłam sobie około cztery dni w miesiącu na drobne wysokokaloryczne ekscesy. W grudniu mi nie wyszło, ale nie płakałam nad tym ;) 

Przykładowe posiłki:






Musisz sobie uświadomić, jak wiele pustych kalorii wsuwasz wraz ze słodyczami każdego dnia. Dzienna porcja przeznaczona dla zdrowego człowieka to około 2000 kcal, w zależności od wzrostu, wieku, aktywności fizycznej i tak dalej. Zjadasz śniadanie, obiad, jakieś przekąski między posiłkami, później kolacja. A po kolacji wściekłość, złość bo ktoś Cię wkurzy i masz kryzys, wsuwasz dwie czekolady za jednym zamachem. Jedna tabliczka ma ponad 500 kcal, w sumie ponad 1000 kalorii jest za Tobą. Jest za Tobą wieczorem, przed samiuteńkim położeniem się spać... A być może jesteś nawet 1000 kcal powyżej swojego dziennego limitu, bo nikt nie powiedział, że nie zjadłaś swojego dziennego limitu w ciągu dnia. Jeden kilogram to 7000 kcal. Po kilkunastu dniach codziennego, wieczornego obżarstwa  jesteś kilogram do przodu. Serio warto?

Tak przy okazji: dobrze jest "zarejestrować" sytuacje w jakich sięgamy po słodycze, fast foody i słone przekąski. Imprezy ze znajomymi? Może jakieś przygnębienie? Może po prostu nuda? Warto mieć wtedy pod ręką coś zdrowego zamiast pięciu czekolad w zapasie. 

źródło
 Świetne blogi (i strony), które polecam (kolejność alfabetyczna):
1. Dr Lifestyle
2. Grubaska w małym mieście
3. Psychodietka
4. Qchenne Inspiracje
5. Smak zdrowia
6. Tipsforwomen
7. Trenerka personalna Marta Okuniewska i jej Fejsbukowy blog

Zdrowe odżywianie nie musi być nudne, a życie nie musi mieć smaku ryżu z kurczakiem! Przepisy z sieci, które bardzo polubiłam - na słodkości i nie tylko :) łatwe, proste, smaczne! Wszystkie wypróbowane przeze mnie w ciągu ostatnich miesięcy. Może nie wszystkie super  - fit, ale nie możemy wpadać w obsesję ortoreksji
1. Dietetyczny deser czekoladowy
2. Tarta na mące orkiszowej z pomidorami
3. Domowe batoniki musli
4. Muffinki z mąki orkiszowej z ksylitolem i malinami
5. Placki dwuskładnikowe: banan oraz dwa jajka
6. Domowe Rafaello z kaszy manny
7. Kokosowo- czekoladowe serniczki jaglane
8. Frytki z selera
9. Nie fit i nie dietetycznie, ale w święta można zaszaleć: przepyszne pierniczki na amoniaku. Moja dieta przypadła na okres świąt Bożego Narodzenia, absolutnie nie zamierzałam rezygnować ze świątecznych pyszności. Przecież uszka następny raz dopiero za rok! Nie przejadałam się, ale też nie odmawiałam sobie wszystkiego. Wszystkiego spróbowałam i w grudniu schudłam 3 kg mimo 6ciu niedietowych dni, z tym że bardzo dużo się ruszałam. Da się? Da się! 
10. Podpłomyki czyli jestę studentę, ale mam piekarnik i kilka rzeczy w lodówce. Moje były z sosem czosnkowym, serem żółtym, pomidorem i oregano. Mniam! 
11. Całuski z jabłuszkiem - jabłka kocham miłością wielką, więc ten przepis baaardzo przypadł mi do gustu!
12. Owsiane naleśniki
13. Kotlety jajeczne z kaszą jaglaną
14. Jogurtowy mini sernik
15. Placuszki twarogowe
16. Omlet, który smakuje jak szarlotka
17. Placuszki z kaszy gryczanej i twarogu
18. Domowa granola, która zastępowała mi mix śniadaniowy
19. Faworki dietetyczne - pyszności z piekarnika. Dieta dietą, a tradycja tradycją :) nawet tradycję da się czasami odchudzić ;) 
20. Pizza na twarogowym spodzie
21. Nachos z nutką chili
22. Placek po węgiersku w wersji dietetycznej
23. Domowe bezy 
24. Bułeczki waniliowe 
25. Szarlotka w wersji mini
26. Muffiny jajeczne, których przepis nieco zmodyfikowałam :) 
27. Jabłka w cieście naleśnikowym
28. Kokosowe beziki

i te, które miałam/mam w planach na najbliższą przyszłość:

29. Dietetyczne ciasto marchewkowe 
30. Przepisy na desery z diety Dukana - diet mono nie popieram, ale desery ciekawe :)
Poniekąd można powiedzieć, że dieta poszerzyła moje kulinarne horyzonty ;) bo z pewnością nie sięgnęłabym sama z siebie po ksylitol czy mąkę orkiszową, nieświadoma nawet ich istnienia. A szkoda, bo ksylitol choć drogi - idealny do deserków zamiast białego cukru. 

Suplementacja, którą stosuję jako Hashi girl:
1. Selen - w moim przypadku 100 mikrogramów, póki co biorę TEN selen, bo podobnie jak cała reszta ma podobną dawkę, a jednak nie przepłacam prawie 20zł za znaną markę... 



później brać będę TEN selen:





(uprzedzając pytania: po prostu gdy kupowałam w necie selen Apteo to wzięłam ostatnie opakowanie. Dlatego (i dla porównania) wzięłam selen Olimp Labs.)

2. Ostropest plamisty - dla wątroby; u mnie w tabletkach, biorę TEN ostropest


Obie te rzeczy bardzo mi pomogły. 

Z całej reszty dostępnych na rynku suplementów i witamin cenię sobie jeszcze witaminę D. 



Przy okazji o suplemencie jakim jest błonnik...
Przestrzegam przed spożywaniem błonnika w ogromnych ilościach! To, że na opakowaniu jest podana taka czy inna ilość (np. 6-10 tabletek dziennie) to wcale nie znaczy, że taka ilość będzie Wam służyć. Najlepszym przykładem jestem ja sama - błonnik nawet w małych ilościach mi nie służył i nabawiłam się przez niego ogromnych napadów bólów brzucha. Także to, co piszą na temat możliwych skutków ubocznych w moim przypadku się sprawdziło. To wcale nie znaczy, że będzie tak i u Ciebie! Jednak warto obserwować swój organizm i reagować w razie czego. Testowałam za to rossmannowski ocet jabłkowy. Nie piłam go nagminnie, ale co jakiś czas. I czułam się po nim świetnie :) kupowałam 750ml za około 12 zł w Rossmannie. 

O mojej aktywności fizycznej
Nigdy nie byłam sport freakiem, nie będę Wam ściemniać, w końcu z powietrza się moje zbędne kilogramy nie wzięły :) ale zaczęłam powoli wdrażać w życie plan zwiększenia aktywności fizycznej, dlatego wolny czas poświęciłam na długie spacery, ćwiczenia dywanowe, przysiady oraz bieganie. W czasie wakacji miałam dużo ruchu i musiałam praktycznie 8h dziennie być non stop na nogach, teraz motywuję się do chodzenia piechotą, a jeśli nie muszę wychodzić z domu to zabieram się za sprzątanie. Każda forma ruchu się przyda! Od grudnia ćwiczyłam regularnie, najpierw z Mel B, a później z Natalią Gacką. Podsumowania:
efekty ćwiczeń - Mel B
efekty ćwiczeń - Natalia Gacka
Mimo wszystko uważam, że każdy powinien znaleźć odpowiednią dla siebie formę aktywności fizycznej. Mi na przykład o wiele bardziej przypadły do gustu ćwiczenia z Natalią aniżeli z Mel B, dla mnie są one jednak o wiele bardziej wymagające niż ćwiczenia z Mel. Jeśli lubisz biegać to biegaj, nikt nie każe Ci męczyć się z youtubowym nagraniem ;) 
Dwa kilogramy tłuszczu vs dwa kilogramy mięśni:
źródło
Jeśli ćwiczysz od dłuższego czasu i powoli budujesz swój sześciopak, to pamiętaj, że waga nie jest najbardziej obiektywną miarą. Dlaczego? Kilogramowy odważnik waży tyle samo co kilogram pierza. Pomyśl, jaką objętość ma ten kilogramowy odważnik, a jaką kilogram pierza ;) z mięśniami i tłuszczem jest tak samo. Nie wierzysz? KLIK

źródło
Trochę mi to całe odchudzanie zajęło ;) ale bądźmy szczerzy: nie przytyłam w ciągu jednego dnia, więc nie liczyłam, że w ciągu jednego dnia schudnę! By efekt był długotrwały waga nie może spadać za szybko i więcej niż 1kg tygodniowo byłoby po prostu niezdrowe dla organizmu! 

Refleksje do przemyślenia
Nie szukaj durnych wymówek. Żaden czas nie jest dobry na rozpoczęcie odchudzania i żaden nie jest zły. Przestań praktykować odjutronizm stosowany. Pomyśl, jak poczujesz się za rok, szczuplejsza o ileś kilogramów i zacznij już dzisiaj. Zacznij ZMIENIAĆ NAWYKI na stałe. Musisz nauczyć się, że zamiast dwóch woreczków ryżu zjesz pół, za to z górą warzyw i kawałkiem chudego mięsa. Czerp radość z życia, umiar jest najważniejszy, a nie każdy je w stu procentach zdrowo. Czasem pozwalaj sobie na małe grzeszki. Czekolada istnieje dzisiaj, będzie jutro i pewnie za 5 lat. Nie zniknie nagle z półek, pamiętaj, zdążysz jej jeszcze spróbować! ;) zamiast czipsów i paluszków w czasie filmu poświęć chwilę na przygotowanie fit przekąsek. Frytki z selera? Czipsy jabłkowe? Chwila roboty, a dietetyczna (i smaczna!) przekąska gotowa :) nadal lubię słodkie rzeczy, ale nawet nie byłabym w stanie wcisnąć ich w siebie tylu ciastek, batoników czy innych takich co wcześniej. Dodatkowo, już po trzech miesiącach diety znacząco zmniejszył mi się żołądek i wcale nie płaczę z tego powodu ;) najadam się szybciej. Jeśli ciągle myślisz o jedzeniu to albo jesz za mało albo... po prostu za dużo o nim myślisz. Poświęć więcej uwagi na inne czynności, czytaj, ćwicz, spaceruj, ale nie myśl w kółko o jedzeniu.

Wszystko ma swoje wady i zalety. Na pewno wadą odchudzania są (potencjalne) ograniczenia. Tego mniej, tamtego mniej... Kiedy jednak pomyślisz o zaletach to uświadamiasz sobie po co to robisz. Lepsze samopoczucie, zdrowy styl życia, zmniejszenie ryzyka różnych chorób, dobrze czujesz się sama ze sobą, kupujesz ubrania w mniejszym rozmiarze i myślisz: wow, udało mi się! I co najważniejsze: uświadamiasz sobie, że jesteś silna i wytrwała. Masz w sobie siłę, o której istnieniu nie miałaś pojęcia. Tyle czasu minęło, było trudno, ale DAŁAŚ RADĘ!!!! I słusznie czujesz się jak po wejściu na Mount Everest, tylko nie spocznij na laurach. Życie to praca nad sobą, nie możesz zaprzepaścić tego, co już osiągnęłaś :) przy okazji może to zbyt daleko idący wniosek, ale wydaje mi się, że w związku z mniejszym naciskiem na podłoże to i mniej niszczą się fleki w obuwiu. Na co dzień zazwyczaj zasuwam na obcasach, wcześniej po około dwóch miesiącach śmigania w danych butach widziałam starte fleki, obecnie problem się zminimalizował. Przypadek? No może, zobaczę za jakiś czas jak to jest i być może upewnię się w tym przekonaniu. Lub nie. 


Fajnym patentem jest uświadamianie sobie, ile tak naprawdę już osiągnęliśmy. Schudłaś 2 kg? Weź do ręki dwa opakowania cukru, zobacz, że trochę ważą! ;) a i jeszcze co do ważenia: gdzieś wyczytałam, że najlepiej ważyć się w 14stym bądź 15stym dniu cyklu i sama stosuję tę metodę. Widzę efekty :) czasem jednak warto sięgnąć po centymetr, a jeśli waga ma Cię w nosie i mierzenie się Ci nie wychodzi - sięgnij po aparat. Fotka porównawcza prawdę Ci powie :)
Co jeszcze polecam? Zeszyt z zapiskami albo konto na Vitalii i prowadzenie prywatnego dziennika odchudzania. Albo jedno i drugie. Czasem dobrze jest wrócić do starych wpisów, poczytać, pomyśleć że teraz jest lepiej i tak dalej. Kontrola zachowawcza przede wszystkim. Dobrze jest też znaleźć sobie jakieś ubranie, najlepiej sukienkę lub spodnie, które było na nas dobre jakieś kilka kilogramów temu, a teraz nie możemy się dopiąć czy jest po prostu za małe. Co miesiąc mierzymy tę część garderoby i widzimy, że leży coraz lepiej - to naprawdę motywuje! :) 
źródło
Nie używaj słowa "nigdy". Po co się stresować na starcie? ;) "Nigdy nie spróbuję już słodkiego", "Nigdy nie zgrzeszę na diecie" - nie obiecuj samej sobie złotych gór. Prościej być zdeterminowanym i się nie poddawać niż powtarzać to całe "Nigdy". Jeśli złamiesz się raz to wyrzuty sumienia mogą Cię zjeść, bo przecież NIGDY w czasie diety miałaś nie sięgnąć po słodycze. A jeśli nawet wytrzymasz na restrykcyjnej, "bezgrzesznej" diecie to jest duża szansa, że rzucisz się na jedzenie od razu po zakończeniu redukcji, a nie o to chodzi. Chodzi o zmianę nawyków żywieniowych, z uwzględnieniem ewentualnych grzeszków=cheat meali raz na jakiś czas, powiedzmy raz w tygodniu. Redukcja ma nauczyć wprowadzenia w życie dobrych nawyków, na stałe! To zmiana stylu życia. Może nie będzie idealnie, może będziesz robić dziesięć kroków do przodu i trzy w tył. Ale nadal będziesz już na dobrej drodze i nie zmarnujesz czasu po prostu stojąc w miejscu.

Pamiętaj: z odchudzaniem jest jak z czyszczeniem starego, emaliowanego zlewu. Im bardziej zabrudzony zlew, tym więcej czasu i pracy wymaga doprowadzenie go do dobrego stanu. Możesz za to pocieszać się tym, że z dietą jest łatwiej niż z rzucaniem palenia, bo rzucasz i nagle jest dzień kiedy nie możesz sięgnąć po choćby jednego papierosa, nie ma przebacz. W diecie możesz wracać co jakiś do wysokokalorycznego posiłku w ramach cheat mealu, byle nie zbyt często :) no i musisz się kontrolować, a nie wrzucać w siebie jak w śmieciarkę co leci, bo nagle z cheat mealu robi się cheat day, potem cheat week a potem to cała redukcja robi się jednym wielkim cheatem, oszukiwaniem siebie i praktykowaniem odjutrunizmu stosowanego. Musisz wyznaczyć sobie jasne granice. Myślisz, że mi na początku było łatwo? Oj nie. Na początku brakowało mi cukru, miałam ogromną ochotę na słodycze, którymi w końcu zapychałam się od lat. Powoli, krok po kroczku, zaczęłam je zastępować owocami. Dzisiaj jedząc mandarynkę zastanawiam się, ile tak naprawdę jest w niej cukru, że jest taka słodka. Kiedyś byłaby to jedna z mandaryneczek, które niemal niezauważone po prostu wleciały do mojego żołądka, bez żadnych większych doznań smakowych. Ograniczenie cukru bardzo mocno wpłynęło na moje postrzeganie smaków. 

Dieta? To sposób żywienia. Znajdź taki, na którym (ze zdrowym skutkiem) wytrwasz do końca życia. 



Wszystko zaczyna się w głowie, a do decyzji o skutecznym odchudzaniu trzeba w pewien sposób dojrzeć. Skoro ja dałam radę to i Ty dasz radę. Uwierz w to i działaj!


Pozdrawiam, 

chudsza o 20 kg i bogatsza w nowe pokłady energii do działania :) never give up!

P.s a tu do poczytania po angielsku: co się dzieje z tłuszczem kiedy tracimy wagę ;) KLIK!


Miłego dnia i dużo determinacji! :)

4 komentarze:

  1. Przeczytałam od deski do deski i zgadzam się w każdej kwestii, może jeszcze tylko dodałabym, że cynamon można dodawać również do dań wytrawnych, na przykład od modrej kapusty lub do sosu pomidorowego. Gratuluję 20 kg :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję :)
      cynamonu w kwestiach wytrawnych nie próbowałam, jeszcze. :D

      Usuń
    2. Spróbuj danie o dźwięcznej nazwie: Stifado:-) Szajba

      Usuń
  2. Po przeczytaniu pierwszej części, w której mówisz o diecie sama złapałam się na myśli "przecież to nie dieta tylko sposób odżywiania" a przecież właśnie takie znaczenie ma również słowo "dieta" i jak najbardziej się z Tobą zgadzam bo sama wprowadziłam wiele nawyków podobnych do Twoich, również jem co 2-3 godziny mniej więcej co daje mi około 5 posiłków dziennie, odstawiłam cukier, pije dużo ziół, herbat i wody, staram się jeść tylko zdrowe, naturalne jedzneie chociaż moim obiadom daleko do "dietetycznych" (moim celem nie było zrzucenie zbędnych kilogramów tylko lepsze samopoczucie). Czuję się o wiele lepiej, chodzę czesto na zajęcia fitness i powiem szczerze jestem trochę zdziwiona bo moja waga nie spadła. Tak jak mwóię - nie to było moim celem ale wydawało mi się, że przy takich zmianach będzie to efekt uboczny a jednak nie, nie potrafię rozgryźć dlaczego :) Ale serdecznie gratuluje takiego wyniku i zyczę powodzenia w wytrwaniu :)

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że poświęciłaś/eś czas na zostawienie komentarza. Komentujących zawsze odwiedzam, więc nie spamuj :) możesz się oczywiście ze mną nie zgadzać, ale jeśli już chcesz krytykować to konstruktywnie. Nie hejtuj bez podania uzasadnienia dla swojej opinii.

pytania? napisz do mnie:
jasminowamgla@gmail.com