czwartek, 29 czerwca 2017

Przestałam żyć na sześćdziesiąt procent :) praca na pełen etat, zaoczna magisterka no i podyplomowe. 2016/17 już za mną!

To już historia. Mam to, co chciałam mieć. 25 lat, tytuł magistra i ukończone studia podyplomowe. 
I pierwsze, co przychodzi mi na myśl to głęboki oddech. I ulga. Pewien etap życia za mną, choć znając mnie - pewnie jeszcze zdarzy mi się zdecydować na jakieś studia podyplomowe. :) 

Nie sądziłam, że kiedykolwiek to powiem, ale za tymi moimi ostatnimi dwiema uczelniami będę naprawdę tęsknić. Ostatni rok życia pokazał mi najwyższy szczebel samoorganizacji, gdy we wrześniu brałam urlop na styczeń i luty, a przy tym dokładnie wiedziałam, co robię w który wolny weekend do końca semestru ;) zdarzało się, że miałam wolne weekendy - to zaskakujące, no nie? :D

Miesiące chodzenia często tydzień w tydzień na którąś uczelnię. Listopad, będący szczytem sezonu w mojej pracy oraz żadnej wolnej chwili poza Świętem Niepodległości. Grudzień zajęty uczelnianymi sprawami i zerówkami aż po samą Wigilię. I pisanie pracy magisterskiej w listopadzie i grudniu. Wtedy to już naprawdę nie umiałam się oderwać od działania na pełnych obrotach. Podobnie wyglądało moje uczelniane życie od połowy lutego do końca kwietnia, gdy jedynym wolnym weekendem była Wielkanoc. Nie ma jednak co narzekać - miałam dużo szczęścia, bo w ciągu roku pokrył mi się tak naprawdę tylko jeden termin zjazdów w pierwszym semestrze. W drugim nie pokryło mi się nic :) 

Ufff. TO wszystko już za mną. A ile jeszcze na pewno przede mną... Póki co, skończyła się era legitymacji studenckiej, więc już tak nie poszaleję z podróżami po Polsce. Z drugiej jednak strony skończyło się inwestowanie w czesne na studiach, więc można byłoby więcej przeznaczyć na podróże. Zobaczymy. 

W tej chwili jestem szczęśliwa, że nie muszę już przechodzić dylematu "Co po studiach i gdzie ja znajdę pracę?". Sądzę, że gdyby trzy lata temu moje życie potoczyło się inaczej, to tak naprawdę tkwiłabym dziś na kolejnych studiach (mam na myśli informatykę w Niemczech), być może wciąż nie pracując choćby na pół etatu. Nie użyłam czasownika "tkwić" przypadkowo - myślę, że w przypadku tak dynamicznej osobowości jak moja studiowanie dłużej niż 5 lat by się nie sprawdziło. A planem docelowym po licencjacie z informatyki byłaby z pewnością informatyczna magisterka. Czyli tak naprawdę miałabym licencjat z filolo, licencjat z infy i jeszcze magisterkę z infy. Hmmm. Z ręką na sercu muszę przyznać, że chyba jednak to nie była droga dla mnie. Co innego doktorat robiony chociażby z wolnej stopy, a co innego lata spędzone na dziennych studiach - chyba bym się jednak nie odnalazła w takiej konfiguracji. To wszystko nie oznacza, że nie szanuję ludzi podejmujących kolejne licencjackie studia - szanuję i podziwiam :) po prostu wiem, że to nie dla mnie. Z tego miejsca szczerze chylę czoła. 

Nie ze wszystkich podjętych decyzji jestem dumna. Czy życie jednak miałoby sens, gdybyśmy podejmowali wyłącznie trafne decyzje? Niech każdy sam sobie odpowie na to pytanie. W moim przypadku odpowiedź brzmi: byłoby nudno. Sukces potrafi rozleniwić, a wychodzę z założenia, że tylko w dniu zawodów jesteśmy zwycięzcami. Każdego kolejnego dnia należy z pokorą wrócić do pracy nad sobą. I dążyć do kolejnych sukcesów. 

Podsumowując... 
Nie lubię monotonii. Może to też kolejny z wielu powodów, dla których zdecydowałam się na magisterkę inną, niż licencjat. Stojąc na zakręcie życia, poszłam do pracy. Dziś mam już ponad 2 lata doświadczenia zawodowego. 
Nic nie dzieje się bez powodu, a każdy zakręt jest drogą, na końcu której czeka nas coś dobrego. 

Co będzie dalej, jeszcze nie wiem. Zadziwiające, ale naprawdę niczego nie planuję. Może zdecyduję się na lot balonem? Długi urlop i podróż dookoła świata? Może pora na przeprowadzkę do innego miasta? Nie wiem :) wiem, że będzie się działo. 

Przestałam żyć na sześćdziesiąt procent. Zaczynam życie na sto procent!

A życie przecież po to jest, żeby pożyć
By spytać siebie: mieć czy być?
:)

The best is yet to come! 


Pozdrawiam, 

J.

5 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawy wpis :) Chociaż przeczytałam go z pewnym zawstydzeniem, bo będąc w tym samym wieku mam jeszcze przed sobą dokończenie i obronę pracy magisterskiej, a podyplomówkę dopiero w planach. Dało mi do myślenia i zmotywowało to co napisałaś o codziennej pracy nad sobą. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja w przyszłym roku będę się bronić i mam nadzieję, że zdobędę tytuł inżyniera. Tobie życzę tego samego i wytrwałości! Ważne, żeby robić to, co sprawia nam przyjemność. Pozdrawiam i czekam na kolejny wpis!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja studiowałem dziennie do tego zaoczne studia i praca na pełny etat. Na szczęście miałem elastyczne godziny w robocie. Wszystko ogarnąć było ciężko ale jakoś sobie poradziłem. Przyznam, że organizację czasu miałem całkiem niezłą :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Podziwiam osoby, które umieją pogodzić tak wiele zajęć jednocześnie. Dla mnie studia i praca wydają się być niemożliwe do pogodzenia. Oczywiście wszystko zależy od pracy jaką mamy, gdyż jeśli są elastyczne godziny pracy jest o wiele łatwiej. Ja na razie poświęcam się w całości studiom prawniczym i jak zakończę je będę dopiero szukała pracy ;)

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że poświęciłaś/eś czas na zostawienie komentarza. Komentujących zawsze odwiedzam, więc nie spamuj :) możesz się oczywiście ze mną nie zgadzać, ale jeśli już chcesz krytykować to konstruktywnie. Nie hejtuj bez podania uzasadnienia dla swojej opinii.

pytania? napisz do mnie:
jasminowamgla@gmail.com