piątek, 2 czerwca 2017

Studia podyplomowe - w pogoni za zainteresowaniami

Pewnego sierpniowego wieczoru zapadła krótka decyzja: idę na studia podyplomowe, teraz, już, natychmiast! I to właśnie impuls sprawił, że na te studia trafiłam. Jak było? Co myślę? Czy mi się podobało? 
To właśnie o jednym z kierunków związanych z brandingiem i marką wspominałam w tym wpisie. Główny powód, który sprawił, że się na nie zdecydowałam? Wspomniany impuls. Drugi powód, ten praktyczny? Tylko jeden zjazd w pierwszym semestrze pokrywał się z moimi studiami zaocznymi, cała reszta nie. Na szczęście już na wakacjach udostępniono harmonogram zjazdów podyplomowych, stąd mogłam wszystko dokładnie przejrzeć i zaplanować. W semestrze letnim nastąpił chyba cud, bo nie pokryło mi się nic :D 

DOKŁADNIEJ O MOJEJ SYTUACJI :)
Oprócz podyplomowych miałam przed sobą ostatni rok studiów magisterskich, do tego mocno absorbującą pracę na pełen etat i... mimo wszystko zdecydowałam się na podyplomowe. W moim przypadku działa prosta filozofia: im więcej mam na głowie, tym sprawniej działam. Czasem uczuciu mojego rozdwojenia czy roztrojenia towarzyszy uczucie tak ogromnej siły, że nic nie jest w stanie mnie pokonać :) dla chcącego nic trudnego, najważniejsze było rozsądne ustalanie terminów zaliczeń i poświęcenie odpowiedniej dawki czasu, by to wszystko ogarnąć.

OPOWIEŚĆ Z PERSPEKTYWY MOJEJ UCZELNI
Przedmioty, choć może raczej "bloki", przez które przeszłam, to takie zagadnienia, które były powiązane z kwestiami marketingowymi. Od promocji w internecie i pozycjonowania, aż po tematy dotyczące budżetu, czy kwestii mocno ekonomicznych (pozdrawiam innych humanistów na mojej podyplomówce... :)). Samych zagadnień było oczywiście dużo, dużo więcej, jednak ja umieszczam te, które najbardziej utkwiły mi w pamięci. Na pierwszym zjeździe dostaliśmy wytyczne co do projektu rocznego i jego poszczególnych elementów. Było intensywnie :)

Wiem, że na mojej uczelni w przypadku innych kierunków podyplomowych zdarza się pisanie pracy dyplomowej (np. na ok. 40 stron) i jej późniejsza obrona. U nas na koniec mieliśmy egzamin ustny z pulą kilkudziesięciu pytań ze wszystkich zrealizowanych przedmiotów. Dwa pytania i jestem szczęśliwą absolwentką :)

CZEGO SIĘ NAUCZYŁAM? 
Argumentacji i szukania przykładów w życiu codziennym. To zdecydowanie była nauka po to, żeby zrozumieć. Nie po to żeby odbębnić rok i zdobyć kolejny papier. Nie, nie, nie. 

RÓŻNICA MIĘDZY "TYPOWYMI" STUDIAMI A PODYPLOMOWYMI?
By iść na podyplomowe trzeba mieć ukończony co najmniej licencjat. Jeśli chodzi o zajęcia same w sobie, to u nas: podyplomowe to trochę jak debata ;) mamy prezentację przygotowaną przez prowadzącego, dużo rozmawiamy. No i przede wszystkim - teorii niewiele, za to ogrom przykładów praktycznych. 
To nie były studia, na których nic nie musieliśmy robić. Mieliśmy projekty, warsztaty, prezentacje oraz inne aktywności, które były warunkiem zaliczenia mniejszych bloków. Zaliczenie wszystkich mniejszych bloków było warunkiem dopuszczenia do egzaminu dyplomowego.

Okej, to teraz o podobieństwach i różnicach w zakresie formuły. I tu, i tu dostajemy dyplom. Na podyplomowych dostałam indeks (symbolicznie) oraz kartę ocen, dostęp do biblioteki uczelni, kilka książek tematycznych. Dodatkowo wiele materiałów było zamieszczanych online, praktycznie rzecz biorąc - z każdego bloku tematycznego otrzymywaliśmy prezentację około dwa dni przed zajęciami.
Tych, którzy patrzą na podyplomowe z perspektywy okazji do kolejnej legitymacji i przedłużenia sobie zniżek studenckich muszę niestety rozczarować. Na studiach podyplomowych nie ma niestety legitymacji :) ja sama niespecjalnie nad tym ubolewałam, bo mam legitymację ze studiów zaocznych, a dodatkowo niewiele mi do tego 26. roku życia już zostało. ;)

CZY BYŁO WARTO? 
No jasne! Już od pierwszego dnia byłam niesamowicie zadowolona z wyboru. Zapewne jeśli ktoś ma za sobą lata doświadczenia w marketingu, to być może wiele zagadnień będzie mu znanych. Jeśli jednak jest się na początku kariery zawodowej, w pierwszych latach czy też myśli się o własnym biznesie - polecam rozważyć podyplomówkę. Pozwala wziąć daną dziedzinę pod lupę i pokazuje dużo szersze spektrum różnych działań marketingowych. Z marketingiem jest trochę jak z przewlekłym schorzeniem - gdy coś się sypie, to nie da się w kółko stosować środków przeciwbólowych, trzeba sięgnąć do przyczyn problemu i starać się go rozwiązać. Szersze spojrzenie zawsze w cenie - to właśnie główne przesłanie, które wyniosłam z podyplomowych :)

   Pozdrawiam, 

J. 

3 komentarze:

  1. świetny blog
    http://poeta112.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Zainteresował mnie twój wpis. Wygląda na to, że studia podyplomowe to coś w co warto zainwestować czas. Sama rozważam kierunek dalszego kształcenia, a twój artykuł jeszcze bardziej mnie do tego zachęcił. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że poświęciłaś/eś czas na zostawienie komentarza. Komentujących zawsze odwiedzam, więc nie spamuj :) możesz się oczywiście ze mną nie zgadzać, ale jeśli już chcesz krytykować to konstruktywnie. Nie hejtuj bez podania uzasadnienia dla swojej opinii.

pytania? napisz do mnie:
jasminowamgla@gmail.com