niedziela, 25 stycznia 2015

Studia dzienne czy zaoczne - co wybrać?

Dawno, dawno temu też byłam licealistką. Czemu piszę też? Bo na 70% jeśli tu zajrzałaś/-eś to pewnie chodzisz do liceum bądź technikum i powoli zastanawiasz się nad swoją przyszłością. Dziś kilka słów ode mnie. 
Dzienne czy zaoczne? Wybierz Ty. Ale wybierz świadomie. W każdej opcji są płusy i minusy. 
Idąc na studia, do nowej pracy czy szkoły zazwyczaj towarzyszą nam różne, często skrajne uczucia. Jednym wydaje się, że na sto procent będą najlepszymi studentami na roku, inni za to myślą, czy w ogóle będą w stanie podołać. Tak, znam to wszystko doskonale. Też tak miałam (częściej to drugie, co tu kryć.) Niezależnie od tego, czy jesteś w pierwszej czy w drugiej grupie, pamiętaj: na studia musisz iść z dobrym nastawieniem, by produktywnie wykorzystać dany Ci czas. Co to znaczy w praktyce? Nie siedź bezmyślnie miesiącami na tyłku tylko szukaj rozwiązań. Bądź aktywnym studentem. Nie aktywnym na fejsbuniu czy w pubie. Działaj, ale dla siebie! W organizacjach studenckich, może w samorządzie, może poszukaj stażu. I nie wybrzydzaj, że staż bezpłatny, że szkolenie w weekend, że miałaś iść na zebranie samorządu a tu ulewa. Ja wiem, że Fejsbuki, Instagramy, Łotsapy i ogólnie Internety, ja wiem. Naprawdę to wszystko wiem. Tyle, że z odkładaniem kariery zawodowej jest jak z czekoladą na odchudzaniu - czekolada będzie istniała i za 5 lat, więc jeszcze zdążysz ją zjeść. Odchudzanie odłożone w czasie będzie czasem zmarnowanym, bo czas minie a kilogramów nie ubędzie. Zdobywanie doświadczenia wiecznie odkładane na "po studiach", "mam czas" i "zdążę" też będzie czasem zmarnowanym. 

Myślisz sobie, że przemkniesz przez te pięć lat studiów jak burza, ze świetnymi wynikami. Okej, jasne, możliwe, że tak będzie. Ale zróbmy mały test. Wejdź teraz na jakiś portal typu infopraca.pl czy gazeta.pl. Poszukaj ogłoszeń w interesującej Cię branży, zobacz wymagania. W wielu ogłoszeniach przewija się jedno i to samo:
minimum rok doświadczenia na danym stanowisku
wymagane doświadczenie mniejsze niż rok na danym stanowisku... 
Zaskoczony? Zaskoczona? Ja nie. 

Mam koleżankę, która studiuje fizjoterapię. Jest tak pozytywnie zakręcona na punkcie swoich studiów i masaży, że naprawdę jestem w szoku. Nigdy nie spotkałam tak wielkiej pasjonatki jak ona, a przecież przez moje życie przewinęły się już tabuny ludzi. Ta dziewczyna już na licencjacie oferowała swoje masaże (i to po niewygórowanych cenach), jeździła do pacjentów. Za zarobione pieniądze jeździ na szkolenia po całej Polsce, mówi że chce mieć jak najlepsze kwalifikacje. Uwielbia to co robi. I wiem, że to właściwa osoba na właściwym miejscu. 

Możliwe, że na studiach nie będzie Ci szło najlepiej, szukaj wtedy sposobu, by poza uczelnią polepszać swoje zdolności i kwalifikacje. Może praca w danym miejscu Cię rozwinie i otworzy na świat? Kto wie. Nawet jeśli nie znajdziesz pracy w wymarzonej branży to pamiętaj, że każdy kiedyś zaczynał a nikt od razu nie był prezesem. Moją koleżankę przyjęli do linii lotniczych, bo miała doświadczenie w kontakcie z klientami - sprzedawała ciuchy w sklepie. Kokosów nie zarabiała w tym sklepie, ale doświadczenie zaprocentowało w przyszłości, bo innych dziewczyn bez doświadczenia już do owych linii lotniczych nie przyjęli. (Tak, tak, było milion innych aspektów, które zaważyły o przyjęciu do pracy, ale doświadczenie grało olbrzymią rolę.)

Studenci zaoczni mają i łatwiej i trudniej. Łatwiej, bo jednak mogą pracować na tygodniu. Trudniej, bo mają niewielkie szanse na wciśnięcie w swój grafik dodatkowych staży czy innych szkoleń w ciągu tygodnia. Pracując na co dzień często pomagają sobie samym, bo ja będąc pracodawcą z pewnością doceniłabym fakt, że ktoś umiał pogodzić i studia zaoczne i pracę na etacie, od razu kojarzy mi się to z dużą dojrzałością życiową. 

Dziewiętnaście lat. Lub dwadzieścia. Dokładnie tyle zazwyczaj masz idąc na studia. Jakie ja bym dzisiaj wybrała? Zaoczny licencjat, zaoczna magisterka. W ostateczności dzienny licencjat jeśli nie dałoby rady znaleźć wymarzonego kierunku zaocznie. Na inną magisterkę niż zaoczna bym się jednak nie zdecydowała. Lepiej powolutku zaczynać wspinaczkę po szczeblach kariery aniżeli kisić się trzy lata na licencjacie i nie robić nic, co ma związek z samorozwojem, poza uczelnią. Dobrze wiesz, że teraz niemal wszyscy idą na studia. Wyobraź sobie, że te studia kiedyś skończysz, tak samo jak tysiące innych osób. I nie masz w CV w ogóle rubryki Doświadczenie, Zatrudnienie czy jakiejś podobnej. Może będzie Cię ratowało przepiękne graficzne CV, które rzuci się komuś w oczy. Może zaszpanujesz oryginalnymi zainteresowaniami, może jeszcze czymś. A może prościej zadbać o przyszłość już zaraz po maturze? Nikt nie powiedział, że znajdziesz super pracę w ciągu tygodnia. Może nawet nie w ciągu miesiąca, ale tak jak pisałam - każdy od czegoś zaczynał. Człowiek uczy się całe życie i nigdy niczego nie może być pewnym. Mama mojej koleżanki długie lata pracowała w banku, od lat w tym samym. To kobieta mająca lekko ponad 40 lat. Na jesieni w niedzielę była impreza firmowa, w poniedziałek dostała informację o zwolnieniu... 

Przeszłości już nie zmienisz. Buduj swoją lepszą przyszłość. 

Aha, takie małe pe es. Fajnie by było w wolnym czasie zająć się nauką języków obcych. Jeśli nie poznawanie egzotycznych to chociaż szlifowanie tych popularnych: angielski plus może francuski, może niemiecki? To zawsze stawia Twoją osobę na lepszej pozycji na rynku pracy. 

4 komentarze:

  1. Ja byłam na jednym kierunku studiów dziennych, zrezygnowałam poszłam na drugie. Ktoś powie, że zmarnowałam czas, uważam że nie, bo jednak przez ten czas czegoś się nauczyłam, coś odkryłam. Przede wszystkim to co chcę robić. Studia wiele uczą, ale najwięcej uczysz się sam kiedy decydujesz się na dodatkowe zajęcia, szkolenia, gdzieś pracujesz, udzielasz się. Dopiero wtedy nabywasz jakieś doświadczenie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystko zależy od możliwości finansowych i czasu. Osoby, które muszą pracować w ciągu tygodnia faktycznie mają mniej czasu na naukę, ale tak jak piszesz - uczą się planować swój czas i godzić te dwie rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Znowu mieć 18-19 lat i stać przed wyborem ścieżki życiowej... Powiedzmy sobie szczerze: większość ludzi w tym wieku nie wie co tak naprawdę chce robić w życiu, albo tylko im się wydaje, że wie. Postawa "bo filologia XYZ od ZAWSZE była moim wymarzonym kierunkiem" to jeszcze żaden plan na przyszłość, zresztą co to znaczy "zawsze" gdy ma się 19 lat? Ciuchy, imprezy, fejsik, konsole, koncerty, wakacyjne obijanie się - to wypełnia większość czasu młodych ludzi i nie ma w tym nic dziwnego. Ale idąc na studia trzeba myśleć przede wszystkim o tym, co będzie PO otrzymaniu wymarzonego dyplomu, bo to 3-5 lat miną wręcz błyskawicznie. Dlatego ja, mając jeszcze raz tę niepowtarzalną szansę wybierania pierwszego kierunku studiów.... w ogóle nie zacząłbym studiować. Dałbym sobie minimum rok-dwa lata na zastanowienie, popracowanie tu i ówdzie, pojeżdżenie po świecie, poznanie nowych ludzi i ich sposobów na życie. Człowiekowi mającemu -naście lat zawsze wydaje się, że wie dosłownie wszystko czego do życia potrzeba i okrutnym chichotem losu jest fakt, że to właśnie życie tę "wiedzę" bezlitośnie wyszydza. Problemem moim zdaniem jest to, że presja społeczna, ze strony rodziny, nauczycieli, kolegów jest na tyle silna, że niepodjęcie studiów zaraz po maturze traktowane jest mniej więcej jak dobrowolne stoczenie się na dno. "Nie ważne jaki kierunek, ale idź na studia, nawet tylko po sam papier, w dzisiejszych czasach bez papieru nic nie osiągniesz!" Gdyby nie tacy doradcy być może i ja nie popełniłbym największego błędu w swoim życiu.

    M&M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mądry Polak po szkodzie ;)
      zgadzam się, presja społeczna pt "Musisz iść na studia po maturze, od razu po maturze!!1!!11!!" jest niestety ogromna. Szczerze mówiąc sama zastanawiałam się nad pójściem na studia zaoczne i pracą, ale niestety mojego kierunku w tym "wymarzonym mieście" zaocznie nie było, wylądowałam na dziennych... Mimo wszystko uważam, że dziewiętnaście/dwadzieścia lat na karku nie zawsze idzie w parze z wyborem *tej jednej, jedynej, najsłuszniejszej* drogi życiowej, zwłaszcza patrząc po ilości osób rzucających studia po pierwszym roku. Niektórzy siedzą trzy lata i tak się kiszą, byle do końca licencjatu, byle do końca magisterki, bo szkoda rzucić, bo to tamto czy siamto... Nie każdy jest gotów na radykalne decyzje, niestety.

      Usuń

Miło mi, że poświęciłaś/eś czas na zostawienie komentarza. Komentujących zawsze odwiedzam, więc nie spamuj :) możesz się oczywiście ze mną nie zgadzać, ale jeśli już chcesz krytykować to konstruktywnie. Nie hejtuj bez podania uzasadnienia dla swojej opinii.

pytania? napisz do mnie:
jasminowamgla@gmail.com