niedziela, 31 stycznia 2016

Studia filologiczne - czy warto?

Jest niedziela, na zegarze kilka sekund przed 22. Jak co kilka dni, niemal rytualnie, spoglądam w hasła, które prosto z wyszukiwarki przyprowadziły tu czytelników. I choć wiele tematów mieliłam ogromną ilość razy, to jednak czasami dzięki któremuś z wyszukiwań czuję natchnienie, by dany temat poruszyć jeszcze raz. Właśnie tak jest dziś. 
Wielokrotnie podkreślałam na blogu, że moje studia numer jeden zdecydowanie były dla mnie ogromnym wyzwaniem. Poszłam na filologię, która nie jest filologią od podstaw, po trzech latach nauki niemieckiego w liceum. Czy to był dobry wybór? Myślę, że dziś mi samej ciężko odpowiedzieć na to pytanie. Patrząc przez pryzmat tych wszystkich egzaminów i całej otoczki - była to dla mnie droga pod górę. I było bardzo stromo. Filologia zahartowała mój charakter i bardzo mocno pokazała, że tylko upór i konsekwencja doprowadzą mnie do celu.

Smutna prawda jest taka, że jeśli nie mamy na siebie żadnego pomysłu, to każde studia są bez sensu. Nawet jeśli komuś przychodzi do głowy, że no ale medycyna to już ustawia mnie na całe życie - okej, coś może i w tym jest. Ale serio chciał(a)byś być lekarzem, do którego przychodzi rządek osób, a Ty, pełen znudzenia, traktujesz ich wszystkich z automatu? Pasja jest ważna. Zawsze. Bo z czasem możemy się sami skisnąć w tym naszym życiu. 

Mi osobiście zależy na zdobywaniu doświadczenia i wykorzystaniu języka w różnych obszarach pracy zawodowej. Niestety jestem osobą, którą charakteryzuje multitasking w zdobywaniu życiowego doświadczenia ;) wciąż szukam dla siebie nowych pól do trenowania i poszerzania własnych umiejętności, do zajęcia głównego dobieram tysiąc innych, mniejszych. 

No dobrze, ale wróćmy do tematu. A więc - czy studia filologiczne mają sens? Tak, jeśli masz na siebie jakikolwiek pomysł. Praca naukowa i doktorat, może wizja siebie jako tłumacza (a założę się, że 80% z nas o tym myślało idąc na filologię), może próba wykorzystania języka do pracy w innym miejscu, jak na przykład bycie stewardessą. Opcji jest wiele i warto uparcie dążyć do marzeń :) mimo setek kłód po drodze, jeśli możemy o czymś marzyć to znaczy to, że możemy to osiągnąć. W to wierzę i to popieram. 

Ważne w tym wszystkim jest to, by nie kierowała Tobą tylko i wyłącznie chęć poznania języka. Takie podejście na dłuższą metę się po prostu nie sprawdzi. Najbliższy mi jest przykład z germanistyką - filologia to nie tylko niemiecki, który kojarzysz z liceum. To także spora ilość innych przedmiotów, o których istnieniu czasem samemu studentowi się nawet nie śniło. Niestety często jest tak, że ilość przedmiotów poza Praktyczną Nauką Języka (PNJ) jest bardzo przytłaczająca. I niestety nie każdy z tych przedmiotów będzie pasjonujący i ciekawy, choć każdemu życzę takiego odbierania studiów. 
Zanim klamka zapadnie i pójdziesz w stronę filologii, zrób dobry research. Przejrzyj jak wygląda plan zajęć, zobacz przedmioty. Przemyśl wszystko dokładnie. Jeśli idziesz na filologię będącą kontynuacją - przeczytaj, na czym warto się skupić przy polepszaniu swoich zdolności językowych - KLIK :) co prawda są to porady dla osób z niemieckim, które chcą studiować za granicą, ale przyszłym germanistom też polecam. Warto poczuć ten klimat.

Jeśli naprawdę decydujesz się na filologię, to zrób to świadomie. Wiele osób pisze do mnie po semestrze czy dwóch, zazwyczaj treść jest podobna: "nie tego oczekiwałam", "to nie to, co mam zrobić?" i tak dalej, i tak dalej. Dlatego moja porada jest taka - poniżej trzy punkty do przemyślenia:
1. Co mną kieruje idąc na tę filologię?
2. Czy nie idę na tę daną filologię tylko z powodu mojej miłości do języka i tylko po to, by samego języka się nauczyć na danym poziomie?
3. Czy mam jakąś wizję siebie za 5 lat, gdzie wykorzystam język/wiedzę ze studiów w praktyce?
Myślę, że po przemyśleniu tych trzech rzeczy możesz już podjąć ostateczną decyzję pt. iść czy nie iść.


Poprosiłam o wypowiedź także dwie z moich przyjaciółek filolożek, więc niebawem wpis zostanie uzupełniony :) 
K.: 
Warto wybrać te studia, kiedy ma się na siebie jakiś pomysł (oczywiście życie ma złośliwy zwyczaj weryfikowania naszych planów i przekształcania pomysłów, ale rzecz w tym, żeby mieć jakieś minimalne choćby pojęcie o tym czym ewentualnie chciałoby się w życiu zajmować) i mimo wszystko sądzę, że warto zaryzykować studiowanie filologii z powodu pasji. Rzecz jasna, znam przypadki ludzi, w których studia zabiły tę pasję i miłość, ale warto podjąć to ryzyko, w końcu kaman, studia to po prostu kolejny krok w dorosłość, a dorosłość polega między innymi na tym, by ponosić odpowiedzialność za swoje pomyłki i je naprawiać (czyli np. rzucić kierunek, który okazał się złym wyborem, zamiast skazywać się na kolejne lata frustracji nad książkami). Natomiast ciężko byłoby mi odpowiedzieć jednoznacznie na pytanie, czy warto iść na filologię, tylko po to by szlifować język. Jedną z pierwszych rzeczy jaką się słyszy na zajęciach jest to, że studiowanie filologii to nie kurs językowy. I z jednej strony racja, mnóstwo czasu i energii psu w odwłok. Masa dodatkowych zagadnień z zakresu językoznawstwa, literatury, kultury i miliona gramatyk może nie być tego warta i paradoksalnie bardziej opłacalne może okazać się uczęszczanie do szkoły językowej. Chociaż nie musi się to okazać regułą. Sama idąc na filologię czeską, niewiele wiedziałam o czeskiej literaturze czy historii i nie powiem, żebym przez lata zapałała jakąś namiętną miłością do twórczości czy kultury naszych sąsiadów, ale potrafiłam przebrnąć przez godziny ćwiczeń i wykładów i teraz kiedy mogę wpisać sobie w cv tak niszowy język, przyszłość widzę w mniej czarnych barwach. Znakomita znajomość języka zawsze się przyda, więc jeśli potrafi się wziąć sprawy we własne ręce, studia niekoniecznie muszą być czasem zmarnowanym.
Taka dodatkowa uwaga do wyboru specjalizacji nauczycielskiej: Nie warto myśleć "nie zostanę tłumaczem albo kimś innym równie fajnym, to zawsze mogę spróbować pracy w szkole". Noł łej. Zawód nauczyciela to nie poduszka powietrzna, dla tych którym się marzenia posypały. Nauczycielem się trzeba urodzić, do tego trzeba mieć swego rodzaju powołanie i talent. Chyba każdy spotkał na swojej drodze strasznego, sfrustrowanego belfra, który niczego nie nauczył, a jedynie zniechęcił do przedmiotu. I chyba nikt nie chciałby być kimś takim.
Z filologią w gruncie rzeczy jest tak jak z wszystkimi studiami. Warto jeśli się ma predyspozycje, koncept co dalej albo umiejętność "spadania na cztery łapy". Dla samego papierka albo " bo na coś trzeba się zdecydować"? Absolutnie nie.


M.:
Czy było warto? - to pytanie przeleciało mi przez głowę niezliczone ilości razy. Często towarzyszyły mu inne - kim będę? czy ja w ogóle czuję się filologiem? gdzie ja znajdę pracę? I powiem Wam, że nadal czasami te duże ”znaki zapytania” stają mi przed oczami gdy myślę o przyszłości. Ale już rzadziej.
Tak jak Jaśminowa skończyłam filologię germańską, uczyłam się jeszcze j. angielskiego. Obu mogę teraz nauczać w szkole, ale już po pierwszym dniu praktyk wiedziałam, że to nie dla mnie. Bo tak jak wspomniała już K. nauczycielem trzeba się urodzić. To, że podczas studiów tłumaczono nam, jakie są metody nauczania, czy może jakie typy zadań tworzyć dla dzieci w przedszkolu wcale nie znaczy, że jesteśmy dobrze przygotowani do tego zawodu. To nie tylko tworzenie konspektów lekcji, sprawdzanie sprawdzianów, czy tłumaczenie gramatyki. Trzeba też umieć zainteresować językiem, inspirować do nauki, mieć dobre podejście pedagogiczne, a i nierzadko psychologiczne. W końcu naucza się młodych ludzi, przygotowuje ich do życia, może też do dalszej nauki.
Co miałam począć? Podczas studiów pracowałam w spedycji i wydawało mi się to świetnym pomysłem na dalsze życie. Jednak po kilku miesiącach nie jestem tego taka pewna. Niby mówiłam po niemiecku i angielsku, ale brakowało mi wiedzy z zakresu logistyki i gdybym miała pracować tam na stałe, musiałabym (chciałabym) się dokształcić. Inni pracownicy władali językami obcymi na poziomach B1-B2 i im to wystarczało. Po co mi więc były te 3 lata gramatyk, pnjn-ów, kultury, akwizycji i innych do niczego w tej pracy niepotrzebnych przedmiotów skoro inni po zwykłej nauce w szkole niemieckiego czy angielskiego sobie radzą?
Na początku trzeciego roku zaczęłam intensywnie myśleć. I wymyśliłam sobie studia mgr - językoznawcze - za granicą. Uczę się niemieckiego, angielskiego, hiszpańskiego i czeskiego. Trochę mi się wyklarowało życie i myślę, że mogłabym pracować w Mniejszości niemieckiej. Germanistyki nie żałuję, ale nie wiem, czy było warto. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że ok. 10% całości przydaje mi się teraz. Wielu rzeczy, które powinnam wynieść z filologii muszę się douczać sama - np. językoznawstwo, którego mieliśmy jak na lekarstwo. Mnie te studia wykańczały psychicznie, głównie ze względu na osoby, z którymi studiowałam. Żeby odnaleźć „przyjazne dusze” zapisałam się do samorządu i tam przydały mi się języki bo działałam w sekcji zagranicznej.
Chyba nie pomogłam swoją wypowiedzią, ale warto wiedzieć, co sprawia przyjemność. Bo moje zainteresowanie mniejszością niemiecką w PL objawiło się dopiero na zagranicznych studiach i to na tyle, że czytam sobie o tym książki oraz badam znajomość j.niemieckiego w Polsce. I dopiero to sprawia mi radość. 

Pozdrawiamy :) 

11 komentarzy:

  1. Jeśli cię to interesuje to śmiało możesz iść. Studia powinny być związane z naszymi zainteresowaniami, w końcu to będzie nasz zawód :) Studia filologiczne nie są takie trudne dlatego powinnaś sobie poradzić.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie zawsze na studiach jest tak kolorowo jak by się wydawało na pierwszy rzut oka, dlatego tak jak pisałaś warto się wcześniej dokładnie dowiedzieć jakich przedmiotów możemy się tam spodziewać, żeby nie było niespodzianek. Jednak jeśli jakiś kierunek nas pasjonuje to na prawdę warto "przemęczyć" niektóre trudniejsze przedmioty, bo da nam to satysfakcję.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja uważam, że studia nie powinny być kwestią przypadku, lecz świadomym wyborem. Jeżeli nie mamy pewności jakie studia wybrać, warto przeczekać rok i przemyśleć wybór na spokojnie. Ja akurat od zawsze wiedziałam,że najlepiej odnajdę się na kierunkach technicznych i na takie też się zdecydowałam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Warto isć na filologię. Moim zdaniem o pracę teraz nie jest cieżko, ale trzeba znać dobrze przynajmniej jeden jezyk obcy, a najlepiej dwa lub więcej. Serio. To nam otwiera wiele nowych drzwi - a jak ktoś nie wierzy, to niech sobie sprawdzi choćby na linguajob.pl bo tam szukają osób właśnie tylko ze znajomością jezyków a ofert jest masa!

    OdpowiedzUsuń
  5. Linguajob to naprawdę portal mega konkretny, ogłoszeń u nich dużo, przynajmniej w IT, bo głównie w tych tematach siedzę no i konkretni pracodawcy, bo taki IBM to nie w kaszę dmuchał jednak. Sama tam raz prace znalazłam, więc ciężko nie polecać ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Moim zdaniem warto iść na filologię jeśli to kogoś interesuje i nie sugerować się opiniami typu że lepszy jakiś inny konkretny kierunek A języki na kursie można poznać bo to nie jest do końca Prawda ponieważ łatwiej jest filologa nauczyć podstaw prawa ekonomii ksiegowości niż np.prawnika czy ekonomiste języka szwedzkiego czy japońskiego. A tak poza tym taka jest Prawda że nawet po tych niby konkretnych kierunkach przewaznie jest tak naprawdę wiecej bezrobotnych niż po filologii. Jeszcze nigdy. Nie slyszalam o bezrobotnym filologu za to bezrobotnych inzynierow, chemikow itd.jest bardzo dużo A prawnikow to juz w.ogole. To właśnie prawa nie opłaca się studiowac.jesli nie masz plecow albo nie chcesz robisz aplikacji to lepsza juz administracja plus jakas filologia. A tak poza tym po filologii nawet zaocznej lepiej się zna jezyk niż po kursie bo to są jednak studia i poważniej człowiek to traktuje

    OdpowiedzUsuń
  7. "prawda jest taka, że jeśli nie mamy na siebie żadnego pomysłu, to każde studia są bez sensu"

    Bardzo trafna obserwacja -- niestety niewiele osób po nauce w polskiej szkole średniej, nastawionej bardziej na zapamiętywanie wiedzy teoretycznej niż rozwój umiejętności praktycznych, będzie miało "pomysł na siebie" w wieku 18-19 lat. W dodatku wspomniana "droga pod górę" często sprawia, iż studenci przestają studia traktować w kategorii spełnienia marzeń czy realizacji własnych pasji, a bardziej jako zaliczanie kolejnych przeszkód (sprawdzianów i egzaminów), byle już tylko zdobyć ten nieszczęsny dyplom.

    OdpowiedzUsuń
  8. Filologia to wymagające studia i trzeba się do nich przyłożyć. Tak jak piszesz, nie jest to tylko nauka języka obcego a sporo innych przedmiotów. Jednak jak nas to pasjonuje to, czemu nie!

    OdpowiedzUsuń
  9. Niemal od początku gimnazjum byłem pewien, że chcę studiować Historię do czasu aż w liceum zacząłem uczyć się rosyjskiego. Zakochałem się w tym języku po uszy :D Teraz kiedy rok temu zdawałem maturę nie żałuję że zrobiłem sobie rok przerwy. Cały czas uczę się tego języka i w maju składam papiery na Filologię Rosyjską. Jestem w pełni przekonany o słuszności mojego wyboru i mam nadzieję, że nie bede tego żałował. :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Studia to bardzo fajny okres w życiu, warto z tego korzystać i się rozwijać. Tearaz sa takie mozliwości, można łączyć różne kierunki. Myślę, że żaden czas poswiecony na nauke i rozwój osobisty nie jest zmarnowanym czasem. A jesli skonczy się licencjat, mamy otwartą drogę do podlomówek, które zdecydowanie wszystkim polecam, jesli ktos nie chce iść na magisterkę. Rożnego rodzaju szkolenia, Warszawa pewnie tak jak inne duże miasta ma ich dużo do zaoferowania.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja studiowałam i jestem zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że poświęciłaś/eś czas na zostawienie komentarza. Komentujących zawsze odwiedzam, więc nie spamuj :) możesz się oczywiście ze mną nie zgadzać, ale jeśli już chcesz krytykować to konstruktywnie. Nie hejtuj bez podania uzasadnienia dla swojej opinii.

pytania? napisz do mnie:
jasminowamgla@gmail.com