piątek, 14 listopada 2014

Wszystko ma swoje wady i zalety, życie w Niemczech też

Powoli bo powoli, ale wreszcie chyba wiem, co mogłoby wylądować na liście rzeczy, które cenię i których nie znoszę w kraju naszych zachodnich sąsiadów. Dzisiaj zapraszam na moje subiektywne podsumowanie tego, co w Niemczech lubię bardzo i co lubię mniej :)

Na początek rzeczy mniej miłe:
1. System płatności kartą
...i to, że nasza karta Master Card nie przejdzie w wielu hipermarketach. Wierzcie mi lub nie, ale uważam to za wielki minus. Ktoś, kto ma przy sobie tylko kartę, idąc do Lidla tak naprawdę nie zapłaci po prostu za zakupy. Nie masz karty ze znaczkiem EC bądź karty Maestro? W hipermarkecie nie zapłacisz.
Master Card przechodzi w butikach i drogeriach. Przed wejściem do sklepu warto rzucić okiem, czy jest ona akceptowana czy może nie. O tym fakcie pisałam też tutaj.

2. Fakt, że tu naprawdę nie wolno ściągać muzyki oraz filmów
No dobra, zastanawiałam się czy to naprawdę da się podpiąć pod dział "nie lubię". Tutaj po prostu bardzo przestrzegane są prawa autorskie. W Polsce niby nie można ściągać, a wszyscy wiedzą jak jest. Tutaj za ściągnięcie jednej rzeczy można oczekiwać listu z kancelarii z poleceniem zapłaty "zadośćuczynienia". I nie ma przebacz, zapłacić trzeba. Często kilkaset Euro za jeden utwór.

3. Brak własnego stylu, a mam na myśli wygląd
Trzy rzeczy, które najczęściej spotykam u chłopaków i dziewczyn? Tatuaże w ilościach "gdzie się da, przecież mnie to upiększa!!!", piercing (kolczyki na twarzy w ilości minimum 3, często ćwieki o dziwacznych kształtach), do tego włosy we wszystkich "przedszkolnych" kolorach, ze szczególnym uwielbieniem w stosunku do Barbie różu oraz ogrowego zielonego. No i niebieski jeszcze czasami wysuwa się na plan. 
Tu przynajmniej 80% młodych osób wygląda tak samo, serio. Jeśli ktoś ubiera się ładnie, modnie lub po prostu normalnie (cokolwiek dla Was się kryje pod tym pojęciem) to zazwyczaj są to obcokrajowcy. I nie, nie generalizuję. 

4. Kwestie kulinarne: niesmaczna wędlina
Ten punkt akurat mnie średnio dotyczy, bo nie jestem szczególnym mięsożercą, jednak każdy kogo spotkam mówi mi to samo - tutejsze wędliny nie powalają. I jak w takich chwilach się nie cieszyć, że preferuję warzywne życie ;)

5. Sklepy zamknięte w niedzielę
Zanim wyjechałam, myślałam, że dosłownie każdy sklep jest zamknięty w niedzielę. Okazuje się, że niekoniecznie - te na dworcu głównym są otwarte. Także jeśli jedzenia brak - warto ruszyć na dworzec ;) oczywiście otwarte są też wszelkie restauracje itp. Liczmy się jednak z tym, że na typowy shopping do galerii handlowej się nie wybierzemy. Tam jedynie część restauracji obsługuje gości w niedzielę, sklepy z ciuchami są zamknięte. 

6. Biurokracja

No co tu kryć - poziom papierologii wymaganej jest zdecydowanie wyższy niż u nas ;) i mówię to i w kontekście urzędowym, i uczelnianym. 

7. Kibice
Właściwie nie wiem co tu napisać. Sam fakt, że zaliczyłam to do ciemniejszych stron życia w Niemczech powinien Wam wystarczyć... 

Fajne rzeczy:
1. Porządek
W sensie urzędowym, w sensie porządku na ulicy miasta średnio, ale też ;) Ordnung muss sein, choć nie zawsze to wychodzi z tym muss...

2. Bon za zwrot plastikowych butelek :)
Idąc do hipermarketu możesz przed wejściem oddać swoje plastikowe butelki, za każdą uzyskując 25 centów. I tym sposobem uzyskasz bon na kolejne zakupy :) można? Można. Tu dodam, że do ceny jednej butelki wody doliczają tak czy siak dodatkowo 25 centów. Dlatego też za wodę kosztującą 19 centów w praktyce zapłacimy 44 centy. Wyrabianie nawyku oddawania plastikowych butelek i aluminiowych puszek dostajemy w pakiecie ;)  

3. Segregacja śmieci
Powiem tylko: woooow. Tyle w temacie. Brązowe szkło, białe szkło, odpadki bio, plastiki i inne, segregacja jest tu na bardzo wysokim poziomie.

4. No jak to jest z tymi urzędami.
No właśnie, jak to jest? Chcesz, to możesz zarezerwować telefonicznie bądź przez Internet kolejkę chociażby w urzędzie spraw obywatelskich (meldowanie się w mieście itp). Co prawda termin przez Internet musisz rezerwować z tygodniowym wyprzedzeniem, ale unikasz siedzenia w kolejce. Nawet jeśli terminu nie zarezerwujesz to i tak czeka Cię pobranie numerku i czekanie około godziny na załatwienie Twojej sprawy. To i tak nie jakoś tragicznie ;) 
Jeśli chodzi o kwestię niemiłych urzędników to też raczej takowych nie spotykam. Jakieś 95% osób spotykanych czy na uni czy gdzieś indziej jest naprawdę bardzo, bardzo pomocnych. 

5. Krótsze kolejki do lekarzy
Dzięki EKUZowi możemy odwiedzać też lekarzy. A w ramach opieki dostajemy często różne zabiegi typu fizjoterapia, często też skierowania na dodatkowe badania jeśli takowe są potrzebne. Bez stresu, bez problemów. Po prostu idziesz, przyjmują Cię od razu lub umawiasz się na jakiś termin, ale też niespecjalnie odległy czasowo, zazwyczaj kilka dni. Można? Można. Tylko wyszukujesz odpowiednią Praxis jaki Cię interesuje i idziesz :) bez podziałów na leczenie na NFZ albo prywatne...

6. Znajomość angielskiego!
Kurczę, to mnie akurat wcisnęło w fotel na dzień dobry. U nas niby się mówi, że da się tu czy tam dogadać po angielsku, a wychodzi jak zwykle. W Niemczech wszystkie dokumenty z uniwerku są w wersji i niemieckiej i angielskiej. Wszyscy urzędnicy zatrudnieni na uniwerku znają biegle angielski. Jasne, ktoś powie, że tam pojawiają się studenci różnych narodowości. U nas pojawiają się też czasami Erasmusi i założę się, że nie wszędzie tak bezproblemowo się dogadają po angielsku.

7. Bezpieczeństwo, ogólne
Mniej chuliganów, mniej żuli. Choć nie jest tak, że nie ma ich w ogóle. Takich ludzi spotyka się wszędzie, tu po prostu rzadziej. 

8. Społeczeństwo bardziej tolerancyjne
Multi-kulti, choć nie do końca. Wiele narodowości, brak rasizmu, więcej akceptacji. A przynajmniej ja się z niczym takim negatywnym nie spotkałam. Na pewno ta kwestia gdzieś tam występuje, bo nie wierzę w ideały. Nie ma jednak nasycenia powszechną nienawiścią, którą czujesz nawet wchodząc na stronę z przewidywaną prognozą pogody, gdzie za śnieg w kwietniu obwinia się tego czy tamtego polityka czy też inną osobę. 

9. Komunikacja miejska
Nie wiem jak to możliwe, ale niemieckie tramwaje nigdy nie są zapchane. A też jeżdżą nie częściej niż co 10 minut. Zawsze wsiądziesz, czasem co prawda czeka Cię miejsce stojące, ale nie czujesz się w środku jak sardynka w puszce.

10. Fakt, że w akademiku każdy ma swój pokój
Bardzo, bardzo mądre rozwiązanie. Można trafić tylko na dziwnego współlokatora/współlokatorkę, ale nasze własne królestwo jest nasze i basta ;) [o akademiku w Niemczech]

Kwestia na plus i na minus
1. Obsesja samodzielnej pracy na studiach
Co sobie wypracujesz, to sobie masz. Nie istnieje luźne kopiuj-wklej, bo bardzo prawdopodobne, że zostaniesz posądzony o plagiat. Tu naprawdę siedzi się w bibliotekach, te studia naprawdę uczą systematyczności. Kojarzysz te wszystkie piękne zdjęcia z uniwersytetów, które widziałaś w książce do angielskiego albo w repetytorium maturalnym? Pamiętasz te utopijne wizje studentów siedzących w bibliotekach obok sterty książek? Takie same fotki można by było zrobić w Niemczech. 
I nie ma przebacz - musisz coś robić, samo nie przyjdzie. Na pewno nie ma sytuacji gdzie przez pół roku nie chodzisz na wykład i przychodzisz na egzamin - to się nie uda, choćby z uwagi na fakt, że na kierunku ścisłym przed każdym wykładem masz oddać zestaw zadań domowych. Musisz oddać i musisz mieć dobrze określony procent rozwiązań z całego semestru, bo inaczej nie będziesz dopuszczony do egzaminu z danego przedmiotu (modułu). To jednak temat na osobny post, który z pewnością stworzę w przyszłości ;)

2. Picie w miejscach publicznych, oczywiście będąc pełnoletnim
To też można różnie rozpatrywać (patrz punkt 7 z wad życia w Niemczech...)

No i jak na razie to by było na tyle :) ale niewykluczone, że lista będzie rosła w podpunkty, bo możliwe że i o czymś zapomniałam. 

P.s bardzo fajny opis jarmarku Bożonarodzeniowego w jednym z niemieckich miast TUTAJ :) oczywiście zaliczam to do kwestii na plus ;) 

3 komentarze:

  1. Bardzo fajny wpis. Zaprszaszam też na mojego bloga: zyciewniemczech.info
    Niemcy widziane z perspektywy młodego małżeństwa z małym dzieckiem

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze! Jak narazie najlepiej rozwinięty temat jaki znalazłem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Plusy i minusy ma wszystko, także życie za granicą. Mnie najbardziej denerwuje to, że te sklepy są zamknięte w niedzielę..

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że poświęciłaś/eś czas na zostawienie komentarza. Komentujących zawsze odwiedzam, więc nie spamuj :) możesz się oczywiście ze mną nie zgadzać, ale jeśli już chcesz krytykować to konstruktywnie. Nie hejtuj bez podania uzasadnienia dla swojej opinii.

pytania? napisz do mnie:
jasminowamgla@gmail.com